Odc. 79 – Gdy słońce wschodzi
Czasem życie staje się jednostajne i potrzeba pewnej odmiany, niecodziennej wycieczki. Zapraszam na relację z wyprawy w poszukiwaniu pierwszych promieni słońca. Redakcja w osobach mojej, Wasila oraz Jetiego przemierza mokre łąki, aby zbliżyć się do otaczającej nas natury. Odcinek dość oryginalny, swobodny, maksimum słów, minimum muzyki. Coś dla koneserów podcastu, szczególnie pierwszego sezonu.
[czas trwania 30:00, 27.5 MB ]
- Dla audiofilów: kompresja bezstratna FLAC, format Apple Lossless
- Muzyka: Sick of Sarah „Hello Good Morning”
- Zdjęcia: Raffee (via flickr), Ania.
Bezpośredni link do pliku:
Pobierz odcinek!
W przeglądarce Mozilla Firefox czasem występuje błąd i odcinek zostaje zapisany pod nazwą get.php. Aby odcinek działał należy przy zapisywaniu zmienić nazwę pliku na np. odcinek.mp3


via iTunes
via Twitter
via E-Mail
Wschody Słońca są świetne. Jak słuchałem to od razu przypomniało mi się jak 2 lata temu wstawałem o 3 żeby na 5 dojechać do pracy na czereśnie i te wschody widziane wychylonym przez okno pociągu. Albo dziś – siedzę siedzę przed kompem i od 3:30 coraz jaśniej a ja LOSTów oglądam popijając piwko. Przyjemne Słońce dziś rano było. A jeszcze przyjemniej się ogląda wschód jak się jest na obozie harcerskim i stoi na ostatniej warcie między 3 a 5. Obóz rozbity na cypelku nad jeziorem, pięęęęękny las dookoła, ptaki drą mordy i Słońce wychodzi zza horyzontu, mniam!
Wasil – fajnie gadasz. Korasa pomijam bo on weteran podkastowy, a Jetiego prawie nie było ;) Wasil daje zabawne monologi.
Pozdrowienia chłopaki.
PS. Koras wybierasz się na KontestCamp w końcu?
Tfu, ja jeździłem na truskawki, nie czereśnie. Ale na czereśnie też kiedyś, tylko nie pociągiem.
Moje wywody wyciął egoista jeden ;P
Ciekawy odcinek. Końcówka brzmi jakby wszyscy byli zmęczeni ;)
Jak miałem 12-15 lat to jeździłem z kumplem na ryby. wstawaliśmy na dwie godziny przed świtem by dojechać naszymi rumakami (motorynka i komar) nad Zalew Koronowski (swoją drogą piękne tereny). To było coś, czego się nie zapomina mimo, że nie jestem wędkarzem. Pamiętam jak w jedną stronę jechało się często w rękawiczkach, potem na miejscu w przeciągu godziny rozbierało się do kąpielówek i gdy już słońce i ptaki całkiem się zbudziły – kąpaliśmy się w miejscu gdzie łowiliśmy ryby… Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje!